L'Oréal Paris - Féria Wild Ombré no1



Witajcie! :)

W zeszłym tygodniu postanowiłam poeksperymentować trochę ze swoimi włosami i spróbować zrobić ombre.
Cóż, słowo SPRÓBOWAĆ nie zostało tutaj użyte przypadkowo :p


Dwa lub trzy tygodnie temu odnowiłam swój kolor farbą Joanny 'jesienny liść'.
Od tego czasu kolor już się trochę 'sprał', ale nadal pozostal rudo/brązowy.
Oceniając realnie sytuację zdecydowałam się na farbę L'Oréal Paris - Féria Wild Ombré no1.


Jak widać powyżej moje włosy są średniej długości, bez większego cieniowania i o W MIARĘ równym kolorze.
Farbę nakładałam zgodnie z załączoną instrukcją.
(Wiem, że niektórzy nakładają na same końce, czekają 10 minut i później lecą wyżej, żeby uzyskać ładniejsze przejście, ale ja to ja i oczywiście w gorącej wodzie kąpana zrobiłam po swojemu)


Do pojemnika nr 2 dodajemy zawartość specyfiku nr 1 oraz 3 i dokładnie mieszamy.
Zakładamy rękawice (ja użyłam swoich, bardziej przylegających, bo w tych dołączonych miałam mniejsze czucie)
Następnie na dołączony szczotko/grzebień wyciskamy farbę i nakładamy na włosy wedle uznania.
Tutaj muszę przyznać, że faktycznie fajnie się nim rozczesywało i aplikowało produkt.
Ja podzieliłam swoje włosy na pół, przerzuciłam do przodu i zaczęłam farbowanie od końcówek.


Jak widzicie, ja nałożyłam farbę aż do linii uszu oraz rozjaśniłam po całej długości dwa pasemka przy twarzy, by sprawić sobie look 'muśnięty słońcem ;)
I tutaj zaczyna się inna bajka...
Otóż bojąc się strasznie, żeby nie wyszła mi widoczna granica między dwoma kolorami (którą nieraz u innych widziałam i aż mnie w oczy kłuje jak na takie coś patrzę) pojechałam z farbą zbyt wysoko i równomiernie. Trzeba było zastosować się do metody rozjaśnienia końców i po kilku minutach kontynuowania zabiegu. Ale co się stało, się nie odstanie.

Trzymałam na włosach ok 40 minut.


W efekcie uzyskałam minimalne ombre, zdecydowanie nie takie o jakie mi chodziło.
Ja bym to bardziej nazwała rozjaśnieniem koloru i dodaniem mu takiej 'świetlistości' na okres letni.
Człowiek się uczy na błędach. Widzę, że środkowa część powinna zostać zamieniona z dolną, ale hej! 
a) nie jestem fryzjerem
b) robiłam to pierwszy raz, sama

Mi efekt się podoba, kolor ogólnie wyszedł fajny, tylko wymaga małych poprawek.
Jak dam włosom chwilę odetchnąć, może spróbuję zająć się następnym razem tylko dolną częścią włosów.
Chociaż nie powiem, bo marzy mi się ombre z naturalnego brązu po lekki blond. 
Ale tu już za dużo zabawy...


Przez ten tydzień, kolor troszkę stracił na rudości i coraz bardziej mi się podoba ;)
Pasuje tonacją do mojego bazowego koloru.


Co do samej farby... Pierwsze co mnie 'uderzyło' to OKROPNY SMRÓD! 
Po wyciśnięciu pierwszej dawki farby, myślałam że zemdleję. 
Jestem przyzwyczajona do takich zapachów, ale ten... KOSZMARNY! 
Dobrze, że po kilku minutach jakoś sie przyzwyczaiłam, bo już byłam gotowa zaprzestać działania.


Jeżeli chodzi o poziom zniszczenia włosów, tu kwestia indywidualna.
Moje włosy nie uległy większemu zniszczeniu, natomiast są strasznie suche i tępe.

Na mojej gęstości włosy zużyłam całe opakowanie produktu.

Dołączona odżywka starcza na kilka użyć.


Farba jest dostępna w praktycznie każdej drogerii.
Cena: ok 30zł

***
Ja chciałam rozjaśnić swoje włosy głównie dlatego, że zawsze jak widzę taką zmianę u kogoś, to twarz wydaje się być bardziej promienna, zdrowsza, młodsza, wyspana? 
Jedyne co bym chciała, to pozbycie się rudo-zółtego odcienia na włosach.

Wiadomo, w rzeczywistości też troszeczkę inaczej wygląda :)

***
A Wy miałyście doczynienia z tymi farbami? Może macie jakieś wskazówki co do samodzielnego farbowania włosów? :) 
Chętnie poczytam!
_______________
Camera: Canon 600D
*lips - Bornpretty lipstick #3 (rcenzja TUTAJ)


*Aktualizacja po kilku myciach i zdjęcia na dworze :) ( POST 1 | POST 2 )

No comments:

Post a Comment